Poprzedni temat «» Następny temat
Chcą fedrować w Australii. Zarobek: 325 tys. zł rocznie
Autor Wiadomość
hajer 
Administrator


Posty: 439
Skąd: ze Śląska
Wysłany: Pon 11 Lip, 2011   Chcą fedrować w Australii. Zarobek: 325 tys. zł rocznie

Ostatni etap rekrutacji górników, którzy chcą pracować w Australii, rozpoczyna się w poniedziałek w Gliwicach. Szansę na wyjazd ma na razie 20 osób z ponad 600, które się zgłosiły. Mogą zarobić ponad 300 tys. zł rocznie.

Nasi górnicy pracują już w Czechach, Niemczech i Anglii, a niebawem pierwsza grupa chętnych wyjedzie do Australii, by kopać tamtejszy węgiel. Poszukiwaniem kandydatów na zlecenie australijskiej firmy Mastermyne zajęła się gliwicka agencja Pran. W poniedziałek rozpoczyna się ostatni etap rekrutacji, czyli rozmowy z pracodawcą. Szansę na wyjazd w pierwszej grupie ma 20 osób. - Na nasz anons odpowiedziało ponad 600 górników, zarówno młodych, jak i tych, którzy mają już spore doświadczenie. Wymagaliśmy umiejętności porozumiewania się po angielsku i minimum trzyletniego doświadczenia w pracy na dole - mówi Radosław Berner, specjalista do spraw rekrutacji z agencji Pran.

Firma oferuje minimum 4,5-letni kontrakt oraz bardzo atrakcyjne zarobki - 110 tys. dolarów australijskich rocznie (około 325 tys. zł). Wcześniej trzeba przejść badania lekarskie i postarać się o wizę. Po trzymiesięcznym okresie szkolenia każdy górnik będzie musiał sam znaleźć sobie mieszkanie i zapewnić dojazd do pracy (firma oferuje specjalne pożyczki na ten cel).

Rekrutujący podkreślają, że oferta skierowana jest raczej do osób, które myślą o dłuższym pobycie w Australii albo nawet o emigracji. - To szansa dla tych, którzy chcą zmienić swoje życie, a nie tylko znaleźć dobrze płatną pracę - przyznaje Berner.

Jednym z takich kandydatów jest Marek Wojtyniak, emerytowany sztygar z nieistniejącej już kopalni Jowisz. - Mam 50 lat i ciągle dużo siły i chęci do roboty. Pracowałem już w angielskich kopalniach, więc Australia mi niestraszna - mówi pan Marek, który na antypody chce zabrać żonę i syna. Córka jest już dorosła i mieszka w Mediolanie. - Nie chcę jeszcze wieść życia górniczego emeryta. Pracodawca proponuje dobre warunki, a człowiek ma szansę spróbować czegoś innego. Poznać nowy kraj, innych ludzi, jakoś urządzić się na nowo - mówi pan Marek.

Do Australii chce także jechać pan Andrzej, od trzech lat pracujący w kopalni Zofiówka. - To podobno najlepszy kraj do życia - mówi. W podróż zabierze żonę, która też chce zacząć życie od nowa. - W naszej kopalni perspektywy mam raczej marne, więc chcę coś zmienić. Byłem przez jakiś czas w Stanach Zjednoczonych i też jakoś dałem sobie radę. Jeżeli ktoś ma łeb na karku, wykształcenie i wsparcie bliskich, to może mieszkać praktycznie wszędzie - mówi pan Andrzej.

Australijskie górnictwo w ciągu 10 lat chce zatrudnić co najmniej 86 tys. nowych specjalistów. Tamtejsze kopalnie różnią się od naszych, bo do większości z nich można wjechać ciężkimi samochodami, nie trzeba korzystać z szybów. Ściany mają na ogół trzy-pięć metrów wysokości i ponad 300 metrów szerokości, a stropy zabezpieczone są specjalną siatką, a nie stalowymi obudowami. - To pierwsza rekrutacja i mamy nadzieję, że będą kolejne - mówi Berner. Przyznaje, że największym kłopotem polskich górników jest słaba znajomość angielskiego. - Być może w przyszłości pracodawca zdecyduje się na uruchomienie specjalnego kursu, podczas którego będzie można szlifować język - dodaje.

Źródło: gazeta.pl
 
     
rylek

Posty: 103
Wysłany: Wto 12 Lip, 2011   

Zobaczymy jakie wrażenia chłopy bedą mieli po roku spędzonym w tym chycu. Nie mam jeszcze takiego doświadczenia, ale chętnie bym dołaczył do nich za jakies dwa lata, jeśli wszystko było by wporzadku a nawet lepiej.
Ostatnio zmieniony przez hajer Sob 29 Paź, 2011, w całości zmieniany 1 raz  
 
     
hajer 
Administrator


Posty: 439
Skąd: ze Śląska
Wysłany: Sob 29 Paź, 2011   

http://www.yancoalaustral...gallery/movies/ drugi filmik
 
     
hajer 
Administrator


Posty: 439
Skąd: ze Śląska
Wysłany: Śro 09 Lis, 2011   

Firma Randstad rozpoczęła rekrutację polskich górników do Australii. Na chętnych czeka wsparcie przy ubieganiu się o wizę, a także pomoc przy przeprowadzce wraz z rodzinami.

Wraca temat możliwości zatrudnienia górników z Polski w australijskich kopalniach. Australia otwarta jest na reprezentantów zawodów, których deficyt odczuwa u siebie. Taką grupą są m.in. górnicy. Oprócz możliwości zarabiania w zawodzie, kontynent oferuje im stosunkowo niedrogie koszty utrzymania, bezpieczeństwo i dobre warunki życia.

Mimo odległości, potentat wydobywczy, dla którego rekrutację prowadzi Randstad, liczy na duże zainteresowanie Ślązaków. Na górników czeka atrakcyjne wynagrodzenie. Stawki - w zależności od stanowiska i posiadanego doświadczenia - zaczynają się tu od 110 000 AUD brutto (360 000 PLN rocznie - wg kursu na 2 listopada br.).

- Prowadzona przez nas rekrutacja to projekt na dużą skalę - mówi Krzysztof Adamus, menedżer Regionu Dolnośląskiego firmy Randstad. - Docelowo potrwa do 3 lat i obejmie swoim zakresem nawet do 900 nowych pracowników, ok. 300 osób rocznie przez 2-3 lata.

Poszukiwani są wykwalifikowany górnik oraz sztygar-brygadzista, a zatem pracownicy o średnich i wysokich kwalifikacjach zawodowych, których w Australii brakuje.

To zła wiadomość dla polskich spółek węglowych, które mają wielkie problemy z pozyskaniem wykwalifikowanych kadr. Obecnie rodzime spółki węglowe rywalizują ze sobą oraz z firmami zewnętrznymi o nowych wykwalifikowanych pracowników. Ten problem będzie narastał, luka pokoleniowa i pochopna dewastacja szkolnictwa górniczego w Polsce, ma teraz określone skutki.

Zdecydowanym na wyjazd do Australii górnikom pracodawca zapewni transport, możliwość przyjazdu z rodzinami, pomoc w załatwieniu formalności przy ubieganiu się o wizę. Zrekrutowani kandydaci otrzymają również wsparcie przy dofinansowaniu do wynajmu mieszkania przez pierwsze 3 miesiące, a po upływie tego czasu pomoc w znalezieniu nowego zakwaterowania.

Mogą też liczyć na pożyczkę relokacyjną w wysokości 10 000 AUD dla 1 osoby (15 000 AUD w przypadku relokacji z rodziną).

Umowa o pracę zostanie bowiem zawarta na okres dwóch lat, z możliwością jej przedłużenia na kolejne 4 lata.

- To, co na wstępie mogłoby dla wielu wydawać się problemem, to wymóg komunikatywnej znajomości języka angielskiego - ocenia Adamus. - Doświadczenie jest tu jednak ważniejsze. Górnicy z mniejszą niż wymagana znajomością języka, ale o bardzo dobrych kwalifikacjach zawodowych, otrzymają 50 proc. dofinansowanie kosztów jego nauki przed wyjazdem.

Trudno wyrokować, ilu będzie chętnych na wyjazd do Australii. Raczej będą to osoby młode, których jeszcze w Polsce niewiele trzyma. O masowych wyjazdach raczej nie może być mowy.

Australia wydobywa prawie 400 mln ton węgla kamiennego rocznie.

Jest jednocześnie największym eksporterem tego surowca. Obszarami zbytu jest tu głównie rynek chiński. Rosnące zapotrzebowanie na węgiel z antypodów spowodowane jest m.in. gwałtownym rozwojem chińskiej gospodarki.

Ze względu na deficyt pracowników w branży górniczej, australijscy przedsiębiorcy są zmuszeni poszukiwać pracowników poza kontynentem - również w Polsce.

- Polscy górnicy są cenieni za granicą ze względu na swoje doświadczenie oraz posiadane umiejętności - mówi Tadeusz Donocik, prezes Regionalnej Izby Gospodarczej w Katowicach. - Nie spodziewam się wprawdzie, by popyt australijskich spółek na naszych pracowników dramatycznie odbił się na sytuacji w polskim górnictwie. Zapotrzebowanie na węgiel na naszym rodzimym rynku będzie rosło, skutkiem czego obecne na nim spółki węglowe prawdopodobnie będą zwiększały zatrudnienie. Migracja zarobkowa do Australii jest jednak propozycją ciekawą, pozwalającą na zupełnie nowy start na nowym terenie. Może to okazać się szansą na rozwój nie tylko emigrujących górników, ale przede wszystkim ich dzieci, które z nimi zdecydują się wyjechać - podsumowuje Tadeusz Donocik.

Australijczycy szacują, że do 2020 roku tamtejsi wydobywcy będą potrzebowali ponad 80 000 nowych pracowników. A zapowiedziane zmiany w przepisach programu migracyjnego, które mają na celu jego dostosowanie do potrzeb krajowego przemysłu, mogą ułatwić decyzję o wyjeździe.

źródło: wnp.pl
 
     
manamanah

Posty: 1
Wysłany: Wto 15 Lis, 2011   

jaki trzeba mieć staż pod ziemią żeby wyjechac do Australii?
 
     
rylek

Posty: 103
Wysłany: Wto 15 Lis, 2011   

Gdybyś przeczytał to bys wiedział że 3 lata
 
     
hajer 
Administrator


Posty: 439
Skąd: ze Śląska
Wysłany: Pią 02 Gru, 2011   Janek poleciał do kangurów

Australia to nasza bajka. Skończy się pożyczanie do pierwszego. Dla marzeń warto nauczyć się angielskiego - mówi Jan Stachowiak, jeden z trzech pierwszych górników ze Śląska, który właśnie zaczyna fedrować w australijskiej kopalni

Anna Stańczyk, Tomasz Głogowski: Koledzy z kopalni zazdroszczą panu tej Australii?
Jan Stachowiak: Bardzo. Na początku się ze mnie śmiali. "Janek, ty i Australia? Do kangurów polecisz?". A teraz telefon mi się urywa. Pytają, co mają zrobić, żeby też lecieć, gdzie szukać pracy, jakie formalności załatwić, jak tam się żyje, ile zarabia, ile dostaje premii, a ile urlopu. Chcą nawet wiedzieć, jak długo leci się samolotem. A ja im na to: "Śmiałeś się, to teraz szukaj sobie w internecie".

Tak jak pan?

- Dokładnie. Razem z żoną szukaliśmy ogłoszeń w sieci, w gazetach i wysyłaliśmy CV. Aż tu po roku trafiła się Australia. Postawili warunki: minimum 2,5-letnie doświadczenie w pracy na dole, dobry stan zdrowia i komunikatywna znajomość angielskiego. Wiek nie miał znaczenia, choć o to się nie bałem, bo mam 25 lat. Dostałem maila z zaproszeniem na rozmowę. Żona była w siódmym niebie, a ja się wystraszyłem.

Czego?
- Angielskiego. Niby uczyłem się w szkole i coś tam w głowie zostało, ale ile, nie wiadomo. Żona wzięła podręcznik i zaczęliśmy powtarzać słówka. Pojechaliśmy na pierwsze spotkanie, a tam test z angielskiego. Musiałem napisać, czy dwa plus dwa to cztery, czternaście, czterdzieści cztery albo w jakie dni tygodnia wypada weekend.

Dominika Stachowiak: Na rozmowie musiał po angielsku opowiedzieć, jak wygląda jego dzień, co go interesuje...

Pani była przy tej rozmowie?
Dominika: Tak (śmiech).

Pomagała pani?
Jan: O co to to nie.

Dominika: Ale mnie korciło.

Przygotowywał się pan do spotkania z przedstawicielami australijskiej kopalni?
Jan: I to jak. Poszedłem na korepetycje z angielskiego, żeby poznać słówka związane z górnictwem. Wystroiłem się w garnitur, koszulę, krawat.

Dominika: Mąż był jedyną osobą w garniturze.
Jan: I dobrze, przecież poszedłem na rozmowę o pracę. Jeden pan ubrał się w szorty i sandały, ale jakoś nie ma go w grupie, która wyjeżdża. Pokazali nam slajdy, poopowiadali o Australii, o kopalni, mówili, gdzie trzeba uważać na rekiny, a gdzie na krokodyle. A potem były takie luźne rozmowy przy kateringu, z każdym starałem się zamienić kilka słów. I każdy pytał mnie o ten garnitur (śmiech).

W końcu powiedzieli, że ma pan pracę w Australii....
Dominika: Oszaleliśmy z radości. Zaraz powiedzieliśmy rodzinie. Wszyscy byli w szoku.

Najbliżsi wspierali was w tej decyzji.
Dominika: Tak.

Jan: Nie bardzo.

Dominika: Nie wszyscy wierzyli, że górnik sobie poradzi z angielskim, że zrobi odpowiednie wrażenie. Ludzie są zawistni.

Jan: Mam tylko skończone gimnazjum i nie mogli uwierzyć, że stanę na wysokości zadania. A tu proszę, niespodzianka.

Dominika: Nasi bliscy najpierw się ucieszyli, a potem zaczęło do nich docierać, że to nie wczasy, tylko wyjazd na stałe, i to do Australii. Oboje pochodzimy z rodzin górniczych. Na kopalniach pracowali nasi dziadkowie i ojcowie. Na przykład dziadkowie od strony taty próbowali wybić nam ten wyjazd z głowy. Powtarzali: "Po co się tam pchacie, skoro tu macie stałą pracę, a zarobki nie są najważniejsze".

Za to rodzice mamy są po naszej stronie, wiedzą, że młodzi muszą szukać nowych możliwości i próbować.

Moja mama już się do nas wybiera (śmiech). Mama jest proekologiczna, kupuje ekologiczne jedzenie, środki chemiczne, stawia na zdrowy tryb życia. U nas kiepsko z finansami, więc o ekologii nie ma mowy...

Jan: Nie rozumiem, jak można kupować dziesięć jajek za dziesięć złotych, bo są od kur z wolnego wybiegu? Skąd ta pewność, że latały po podwórku?

Dominika: Oglądamy z mamą w internecie gazetki z Woolworths, australijskiego supermarketu. Tam straszny nacisk stawia się na to, żeby towary pochodziły z Australii, nie były sprowadzane. I mamie od razu się to spodobało.

Co wiecie o Australii?
Dominika: Ponoć łatwo tam o pracę, nie ma prywatnych lekarzy (chyba, że dentysta, który ma gabinet w supermarkecie), a na wizytę u specjalisty czeka się jeden dzień, wszędzie są udogodnienia: zjazdy, podjazdy, ludzie są dla siebie mili, z urzędnikami na czele...

Jan: Słyszeliśmy, że ta uprzejmość jest nawet męcząca. Czytamy bloga polskiego małżeństwa, które wyemigrowało do Australii. On pisze, że czasami drażnią go te ciągłe uśmiechy i chęć pomocy za wszelką cenę. Ale jak przylecieli w odwiedziny do Polski i pani z kasy na dworcu w Warszawie zrobiła im awanturę, że chcą płacić kartą, a nie zaznaczyli tego na początku, to od razu zatęsknili za australijskimi urzędnikami (śmiech).

Czego się jeszcze dowiedzieliście?
Dominika: Że jak się zaprasza znajomych, to oni przynoszą jedzenie. U nas nie do pomyślenia. Mało tego, jak coś zostanie, to znajomi zabierają z powrotem do domu. Że nie trzeba przywozić poduszek, kołder, ubrań, chyba że cieplejsze, bo te są w Australii drogie. Resztę kupi się za grosze.

Jan: Za to trzeba zabrać specjalny przedłużacz, bo mają inne gniazdka.

I to wystarczy, żeby wyjechać na stałe do Australii?
Dominika: My i tak chcieliśmy wyjechać. Za granicę, gdziekolwiek. Padło na Australię.

Dlaczego?
Dominika: Bo w Polsce nie da się żyć. Mamy po 25 lat, małe dziecko, oboje pracujemy, a i tak nie potrafimy związać końca z końcem. Jak długo można chodzić do rodziców po pieniądze?

Jan: Nic sobie nie kupujemy, nigdzie nie wychodzimy, a i tak brakuje nam do pierwszego. Ja już się wstydzę chodzić po te pieniądze.

Już słyszę te komentarze, że przecież górnik zarabia krocie.
Jan: 2,5 tys. zł na rękę to są krocie? I żeby je dostać, muszę harować jak wół, brać wszystkie weekendy. Kolega pracuje rok dłużej, nie bierze weekendów i zarabia stówkę mniej. Inny robi na taśmie w dziale wydobywczym, a ma płacone jak za ścianę. Dostaje 4,5 tys., a przez siedem godzin siedzi i czyta książkę. Gdzie tu sprawiedliwość?

Dominika: Ja też nie bardzo pasuję do stereotypu żony górnika, która siedzi w domu i zajmuje się dziećmi. W tym roku trzy razy zmieniałam pracę. Przez dwa lata pracowałam w ubezpieczeniach, ale kazali mi przejść na działalność gospodarczą, a na to mnie nie stać, więc zrezygnowałam. Znalazłam pracę w banku, ale odeszłam, bo nie umiem okłamywać ludzi. Jak mogę wciskać ludziom karty kredytowe, których sama bym nie kupiła? Do tego narzucili mi tak wyśrubowany limit sprzedaży, że się przeraziłam. Trzeba mieć talent, żeby wyciągnąć od ludzi milion złotych w trzy miesiące. Kazali mi dzwonić po lekarzach i prawnikach, ale to niegłupi ludzie.

Potem sprzedawałam chleb w piekarni na osiedlu. Zarabiałam 750 zł z dwiema sobotami. Jedyny plus to sześciogodzinna dniówka. Strasznie tam ludzi traktowali. Jak nie miałam białej bluzki, to musiałam zapłacić 50 zł kary. Teraz pracuję w Lidlu.

Jan: Jak wyjedziemy do Australii, to musi nam się poprawić. Tu gnieździmy się na 28 metrach kwadratowych, a tam wynajmiemy dom z trzema sypialniami. W Australii nie mówi się pokoje, tylko sypialnie. I będzie nas stać na godne życie.

Ile pan zarobi?
Jan: 110 tys. dolarów australijskich rocznie, czyli ok. 30 tys. zł brutto miesięcznie.

To dużo?
Jan: Tak, dużo. Będzie mnie stać, żeby utrzymać siebie w Australii i żonę z córką w Polsce. Bo mogą przyjechać do mnie najwcześniej po trzech miesiącach. Ale chcemy, żeby żona przyjechała na wakacje.

I ważne są warunki, w jakich będę pracował. Tam nie ma kopalni metanowych, wjeżdża się do nich autami. Cztery dni pracuję, cztery następne mogę leżeć na plaży. Niebo a ziemia.

A jak pan sobie nie poradzi?
Jan: Wszędzie będzie łatwiej niż na Wieczorku, kopalni, w której pracowałem. Ja się pracy nie boję, ale tam panuje średniowiecze. Maszyny do transportu stoją, a człowiek musi nosić wszystko na plecach. Trochę ton na tych plecach przeniosłem. A ile węgla przerzuciłem! W Australii mają hopla na punkcie bezpieczeństwa. Jak coś się zepsuje, to się zgłasza awarię i czeka aż usuną. U nas trzeba samemu naprawić kombajn, być fachowcem od wszystkiego. Jak można na przykład czyścić taśmę, kiedy jest włączona? Oczywiście oficjalnie to absolutnie zakazane, ale jak są opóźnienia, to jest już inna gadka. A potem słyszymy, że komuś rękę wciągnęło albo nogę.

Albo taka zwykła rzecz jak przerwa śniadaniowa. Tutaj zjeżdżamy na dół i od razu jemy, tak z buta: człowiek siada gdzie popadnie, na węglu albo kawałku drewna, je i do roboty. A tam jest godzinna przerwa śniadaniowa i specjalne kontenery jak na budowach, w których można zjeść jak człowiek.

Nagle znajdziecie się w międzynarodowym towarzystwie, inne zwyczaje, inna kultura. Nie boicie się tych różnic?
Jan: Nie, nawet nas to cieszy, bo nie chcemy mieszkać w otoczeniu samych Polaków. Zanim przyjąłem się do kopalni, jeździłem tirem po Europie. I tylko z Polakami były problemy, tylko Polak potrafił powiedzieć: "Co z tego, że przywiozłeś towar, czekaj do jutra". To przez Polaka w Szwajcarii przez tydzień mieszkałem w samochodzie. Zastępował kolegę na magazynie i nie chciało mu się ściągnąć z półek paneli, po które przyjechałem. Musiałem czekać, aż jego kolega wróci z urlopu.

Dominika: To nie tak, że nie chcemy mieć kontaktu z Polakami. Ale jak pracowałam przez miesiąc w Szkocji, to wszędzie byli Polacy, dosłownie wszędzie, i czasami aż mi było za nich wstyd. To samo rok temu, jak byliśmy na wczasach w Turcji. Polacy kradli z hotelowego baru, awanturowali się, robili całonocne imprezy, bo byli na wakacjach...

Przecież w Australii też będziecie Polakami.
Jan: Tam na szczęście nie ma aż tak wielu Polaków. Nie zdążyli popsuć opinii.

Macie plan awaryjny?
Dominika: Nie. Wierzymy, że się uda. To taka nasza bajka. Będziemy lepiej zarabiać, lepiej żyć, podróżować po świecie.

I zapewnimy córce lepsze życie. Już na dzień dobry będzie miała własny pokój (śmiech). Laura ma sześć lat, więc pewnie szybciej zaaklimatyzuje się niż my. Pytałam już o studia. W Australii nie zaczyna się ich od razu po college'u. Młodzi często robią sobie rok przerwy. Idą wtedy do pracy albo jeżdżą po świecie, a dopiero potem decydują, co chcą w życiu robić. To fajne.

Nie chcecie wyjechać na kilka lat, zarobić i wrócić do Polski?
Jan: Kupimy mieszkanie, samochód, pieniądze stopnieją, a my wrócimy do punktu wyjścia. Żona znowu pójdzie harować do Lidla, a ja na kopalnię, żeby i tak pożyczyć do pierwszego? Już nigdy.

źródło: GW
 
     
hajer 
Administrator


Posty: 439
Skąd: ze Śląska
Wysłany: Sob 24 Gru, 2011   "Red Dog" film dla górników przylatujących do Aus

Znalezione...

Cytat:
Na ekrany kin wkroczył czas temu jakiś (przynajmniej w Australii) film pt „Red Dog”. Rzecz dzieje się w roku 1971 w osadzie górniczej Dampier w regionie Pilbara w pólnocno-zachodniej części Zachodniej Australii (Western Australia). Film opowiada historię psa, który miał swoje widzimisię, lubił podróżować, a poza tym zjednał sobie lokalną społeczność górniczą. Historia lekko i przyjemnie zrobiona, z wątkiem miłosnym, dramatem i elementami humoru co więcej oparta na faktach. Nie będę się rozpisywał o fabule, bo o tym można poczytać gdzie indziej, a najlepiej to samemu film obejrzeć.
Co mnie uderzyło – Australijskość mnie uderzyła – film pokazuje losy emigrantów przybyłych z całego świata, pokazuje jak sobie radzą, lub nie do końca radzą z odosobnieniem. Pokazuje istotne elementy Australijskiego życia – gościu co zaczął nadawać po chińsku po 5 godzinach pracy na słońcu, pływanie z rekinem, bo pies steka do wody zabrał, kilometrowe pociągi, czerwona ziemia, wypadek z powodu kangura o świcie, mokry kufel z piwem, „bo się barmanowi przelało”, charakterystyczne drzwi z siatką na muchy, itd, itp… Historia wprawdzie z przed 40 lat, ale te elementy życia w Oz się chyba nigdy nie przedawnią.
No i oczywiście jest element polski. W 9-tej minucie kiedy to mówi się o emigrantach – zaczynają od polaków. Wygląda na to, że polska brać górnicza jest tu znana i poważana…

- Już sie zawrzij, bo yno beblosz a beblosz!!!
- no dobra, już kończę ;(

Pozdrawiam
Karol Nowak

tzn wiecej tam jest psa niż górników
 
     
Reklama






Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Nie możesz ściągać załączników na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  


phpBB & Przemo